Sunday, September 27, 2015

Nowe technologie i nowe dzieci

Jaki wpływ na rozwój niemowląt mają tablety i inne urządzenia dotykowe? Jak rozwija się mózg młodego gracza komputerowego? Jak wybrać skuteczne aplikacje edukacyjne? To tylko niektóre z wielu pytań, jakie stawiają sobie neuronaukowcy, ale również nauczyciele i rodzice. 
Sprawdźmy, jaki jest (nieustająco poszerzający się) stan wiedzy oraz nowe kierunki badań, które mogą pomóc w odpowiedzi na powyższe pytania.

Pokolenie ekranów dotykowych
Żyjemy w wyjątkowych czasach, obserwując jeden z największych "żywych" eksperymentów - gwałtowny rozwój nowych technologii i korzystanie z nich przez dzieci od pierwszych miesięcy życia. W chwili obecnej (wrzesień 2015) nauka nie jest w stanie odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie, jaki wpływ na rozwój małych dzieci będą miały nowe technologie; szczególnie urządzenia z ekranami dotykowymi. Aby to sprawdzić, zespół naukowców z University of London prowadzi międzynarodowe badanie na temat wpływu ekranów dotykowych na rozwój poznawczy, społeczny oraz rozwój mózgu dzieci do 3 roku życia. Jeśli ktoś z Państwa jest rodzicem takiego malucha i chciałby wziąć udział w badaniu (ankieta online w j. angielskim) serdecznie zapraszam na stronę projektu TABLETwww.bbk.ac.uk/tablet_project
Natomiast niedawno opublikowane badania przez zespół Cristia i Sedl (2015) wykazał, że niemowlęta mogą nauczyć się przesuwania obiektów na ekranie dotykowym jeszcze zanim w pełni rozwiną pełną kontrolę ruchową. Ciekawy przykład obrazuje filmik, na którym niemowlę dziwi się, że magazyn papierowy nie działa tak samo, jak tablet.

Mózg gracza komputerowego
Lepiej poznanym (choć wciąż rozwijanym) obszarem badawczym jest wpływ gier komputerowych na ich użytkowników. W Polsce badania nad graczami przeprowadzane są m.in. w Warszawie przez zespół Gameslabu oraz w Toruniu przez zespół neurokognitywistów z ICNT, pracujący m.in. nad grą terapeutyczną dla dzieci z dyskalkulią.
Dotychczasowe badania przeprowadzone przez badaczy zagranicznych wykazały, że gry akcji mogą mieć pozytywny wpływ na niektóre zdolności poznawcze dorosłych użytkowników, np. uwagę (Green i Bavelier, 2006) czy orientację przestrzenną (Spence i Feng, 2010). Wyniki podobnych badań bywają popularyzowane w prasie codziennej, opatrzone sugestywnymi nagłówkami, np. "gry komputerowe ćwiczą pamięć". Niestety, nie każdy czytelnik prasy ma dostęp do oryginalnych artykułów naukowych, co umożliwiłoby wnikliwsze porównanie użytych metod badawczych, wykorzystanych gier, czy wieku uczestników badań. Porównanie to jest tym bardziej trudne, ponieważ nie można stwierdzić, czy gra komputerowa, która rozwija np. pamięć przestrzenną wśród seniorów (lub dorosłych) może być równie skuteczna wśród dzieci.
Ciekawe jest też podejście neurorozwojowe do gier komputerowych, szczególnie wpływ gier akcji na rozwój poznawczy, emocjonalny i społeczny młodzieży oraz towarzyszące temu aktywności różnych struktur mózgu. Jest to temat projektu mojego doktoratu na Vrije Universiteit w Amsterdamie. Pełne wyniki tego projektu będą znane za 3 lata, natomiast między czasie z pewnością pojawi się wiele ciekawych nowych badań.

Edukacja 2.0
Gry komputerowe mogą być świetnym narzędziem edukacyjnym. Więcej na ten temat można znaleźć we wpisie - Gry dla edukacji i dla mózguDo korzystania z gier zachęca też dr Paul Howard-Jones, ekspert w zakresie wykorzystania neuronauki w praktyce edukacyjnej (wykład).

Nauczyciele coraz częściej wykorzystują gry komputerowe i inne aplikacje na swoich lekcjach. 
Gwałtowny rozwój aplikacji "edukacyjnych" nie pozwala niestety na przetestowanie wszystkich z nich i potwierdzenie ich skuteczności. Według danych Apple, w styczniu 2015 roku w Apple Store było zarejestrowanych ponad 80 000 aplikacji jako "aplikacje edukacyjne". Naukowcy z całego świata nie dysponują takimi zasobami, aby testować na bieżąco każdą nową aplikację "edukacyjną", Mają za to w zanadrzu wyniki setek badań psychologicznych, neuroobrazowych, czy neurobiologicznych (również na modelach zwierzęcych) dotyczących procesów uczenia się (zobacz przykłady w zakładce WYKŁADY). Dzięki wskazówkom naukowców z różnych dziedzin możliwe będzie tworzenie skutecznych aplikacji edukacyjnych oraz ułatwienie nauczycielom wyboru programów do wykorzystania w klasie. 

Kathy Hirsh-Pasek, psycholog z Temple University, wraz ze współpracownikami (2015) opracowała pierwszy naukowy "przewodnik"dla nauczycieli wykorzystujących nowe technologie i twórców aplikacji edukacyjnych.

Polecam serdecznie artykuł, którego przygotowuję streszczenie:
(proszę o kontakt mailowy, jeśli ktoś chciałby przeczytać całość w oryginalne):

Hirsh-Pasek, K., Zosh, J. M., Golinkoff, R. M., Gray, J. H., Robb, M. B., & Kaufman, J. (2015). Putting education in “educational” apps: Lessons from the science of learning. Psychological Science in the Public Interest, 16(1), 3-34. doi:10.1177/1529100615569721

Friday, September 25, 2015

Nowe technologie w edukacji

Zapowiedź

Nauczyciele coraz częściej wykorzystują gry komputerowe i inne aplikacje na swoich lekcjach. 
Gwałtowny rozwój aplikacji "edukacyjnych" nie pozwala niestety na przetestowanie wszystkich z nich i potwierdzenie ich skuteczności. Dzięki wskazówkom naukowców z różnych dziedzin możliwe będzie tworzenie skutecznych aplikacji edukacyjnych oraz ułatwienie nauczycielom wyboru programów do wykorzystania w klasie. 


Kathy Hirsh-Pasek, psycholog z Temple University, wraz ze współpracownikami (2015) opracowała pierwszy naukowy "przewodnik"dla nauczycieli wykorzystujących nowe technologie i twórców aplikacji edukacyjnych.

Polecam serdecznie artykuł, którego przygotowuję streszczenie jako treść zapowiedzianego wpisu:

(Proszę o kontakt mailowy, jeśli ktoś z Państwa chciałby przeczytać całość tego artykułu w oryginalne)

Sunday, June 7, 2015

Ciekawość to pierwszy stopień do... poznania!


Uczniowie dociekliwi, którzy zadają dużo pytań w trakcie lekcji, mogą stwarzać problemy nauczycielom, na przykład wyprowadzając ich z toku myślowego. Nie doceniani są też tacy uczniowie, którzy wywołani do odpowiedzi, popełnią błąd w równaniu, czy błędnie podadzą nazwisko autora książki. Tymczasem, z perspektywy badań mózgu, ciekawość i popełnianie błędów najbardziej sprzyja uczeniu się - zapamiętaniu nowej, poprawnej informacji. Warto przyjrzeć się badaniom naukowym na ten temat i zastanowić, jak można stymulować ciekawość uczniów.

Dzieci zadają pytania prelegentom w ramach projektu Polska Akademia Dzieci na SWPS Sopot, fot. Ewa Międzobrodzka.

Ciekawość - klucz do odkrywania świata

O ważnej roli ciekawości w odkrywaniu świata wiedzą ci, którzy osiągnęli sukces naukowy. Prof. Pauling, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii z 1954r., mówił o niej w wywiadzie przeprowadzonym przez Wiktora Osiatyńskiego (1977, "Zrozumieć Świat", s. 28):

(Osiatyński) - Panie profesorze, co trzeba zrobić, żeby mieć dużo pomysłów? 
(prof. Pauling) - Nie pozwolić, aby została zniszczona naturalna ciekawość świata, która cechuje każde dziecko. Stawiać dużo pytań i szukać na nie odpowiedzi. Ale nie tylko odpowiedzi popartych autorytetem nauczyciela. Należy również samemu w sobie szukać na nie odpowiedzi.

Jeśli odniesiemy do słów profesora obecny system edukacji, możemy łatwo stwierdzić, że nie sprzyja on uczniom, mająm nietuzinkowe pomysły. System ten skupia się na przepytywaniu uczniów przez nauczycieli, nie stwarzając warunków do rozwijania ciekawości i możliwości zadawania pytań przez uczniów. Mam nadzieję, że wyniki badań nad mózgiem przekonają nauczycieli, aby dzieci mogły pytać o wszystko, co je zaciekawi, oraz że będą miały możliwość otrzymania odpowiedzi, lub dostaną chociaż wskazówkę, gdzie jej szukać.

Neuroobrazowanie ciekawości


Kang wraz ze współpracownikami (2009; czytaj pełen artykuł) przeprowadził eksperymenty polegające na neuroobrazowaniu ciekawości, którą można określić jako „głód wiedzy”. Badanie pierwsze przebiegało w następujący sposób: 
(1) zespół naukowców prezentował osobom badanym (znajdującym się w skanerze fMRI) różne pytania (np. Jak się nazywa galaktyka, której częścią jest Ziemia? Jaki instrument został stworzony, by brzmieć jak ludzki śpiew?),
(2) następnie prosił ich o określenie poziomu ciekawości poznania prawidłowego rozwiązania (na skali 1-7), 
(3) oraz jak bardzo są pewności swojej odpowiedzi (od 0 - 100%).
(4) przedostatnim elementem było ponowne wyświetlenie wyświetlenie pytania,
(5) na końcu badanym pokazano właściwą odpowiedź.

Wyniki badania wskazują, że pytania wzbudzające wyższy poziom ciekawości pobudzały układ nagrody w mózgu uczestników badania, którzy czuli przyjemność związaną z nową, nieznaną informacją. Badanie pokazało aktywność innych obszarów mózgu podczas ciekawszych pytań (left caudate; bilateral prefrontal cortex, w tym inferior frontal gyrus; i parahippocampal gyri) w porównaniu z pytaniami wzubdzającymi niższą ciekawość. Ciekawość była oczekiwaniem na informację, która mogła wspomagać proces uczenia się. Aby to sprawdzić, przeprowadzono drugie badanie.

Ucz się na własnych błędach

Badani wykonali dokładnie taką samą procedurę, jak w badaniu nr 1, a następnie zostali poproszeni o powrót do laboratorium po ponad 10 dniach, aby sprawdzić to, co zapamiętali w pierwszej sesji badania. Wyniki eksperymentu wskazują, że osoby, które były bardziej ciekawe, lepiej pamiętały informacje z pierwszej sesji. Ponadto, po udzieleniu błędnej odpowiedzi na pytanie, aktywne były inne obszary mózgu, niż przy dobrym trafie. Co najważniejsze, po popełnieniu błędu wzrastała poprawność zapamiętywania dobrej odpowiedzi, co korelowało dodatnio z wysokim poziomem ciekawości badanych.

Zdziw się i zapamiętaj

Przybliżone badania dowiodły, że ciekawość może pomóc w procesie zapamiętywania, poprzez pobudzenie układu nagrody. Inne badania, przeprowadzone przez polskich naukowców (Parzuchowski i Szymków, 2008; czytaj pełen artykuł) wykazały rolę emocji zdziwienia w zapamiętywaniu. Osoby badane, które naśladowały zdziwiony wyraz twarzy, lepiej zapamiętały zaskakujące informacje, oraz informacje wypowiedziane w niespodziewany sposób. Zdziwienie jest nieodłącznym elemetem ciekawości, które jest reakcją na zauważenie sprzeczności czy popełnienie błędu. Aby więc ciekawość wzbudzić, najpierw należy się zdziwić. A żeby tak się stało, trzeba stoworzyć warunki do zdziwienia - zadać pytanie, dać możliwość popełnienia błędu oraz poznania prawidłowej odpowiedzi.

Wyniki badań a rzeczywistość szkolna

Co się dzieje w szkole w odniesieniu do powyższych wyników badań naukowych? Poza odpytywaniem dzieci na lekcji, uczniowie pytani są też przez kartkówki, sprawdziany czy testy. Nie jest to jednak miejsce na popełnianie błędów, bo każdy ma się wykazać zdobytą wiedzą. Jeśli chciałoby się to zmienić, należałoby w pierwszej kolejności dać możliwość uczniom wglądu w popełnione błędy oraz wskazać poprawne odpowiedzi. Nie jest to jednak takie oczywiste, ponieważ egzaminy (z maturą włącznie) dają możliwość uzyskania informacji zwrotnej dopiero od tego roku po pisemnym wniosku (czytaj artykuł z Newsweek, 22.04.2015). Wcześniej ta możliwość wglądu w swoją pracę była jeszcze bardziej ograniczona. Informacja zwrotna należy się wszystkim uczniom, powinna ona być automatycznie wysyłana do szkół, aby każdy zaineresowany miał do niej dostęp. Dotyczy to również sprawdzianów czy kartkówek. Nauczyciel powinien poświęcić dodatkową godzinę na omawianie każdego testu, wiedząc, że uświadomienie sobie błędu przez ucznia i wskazanie poprawnej odpowiedzi jest najskuteczniejszym sposobem opanowania nowej wiedzy.
Poza karaniem błędów kolejnym problemem jest brak przestrzeni w programie szkolnym na rozwijanie indywidualnych zainteresowań uczniów. Wyobraźmy sobie szkołę, w której dzieci mogą dowolnie wybierać program zajęć, zgodnie ze swoimi zainteresowaniemi. Takie eksperymenty były stosowane z pozytywnymi rezultatami w USA (czytaj artykuł: A Curiosity-Driven Education, 2011, Forbes). Natomiast już od 20 lat z powodzeniem podobny sposób nauczania stosowany jest we wrocławskich szkołach "ALA". Warto korzystać z doświadczeń tych szkół myśląc o zmianach w polskim systemie edukacji.

Jak pobudzać ciekawość uczniów?

Najlepszym treningiem ciekawości jest zachęcenie dzieci do zadawania pytań bez obawy o ocenę, czy jest to pytanie dobre czy błahe. Podczas 45-minutowych lekcji brakuje czasu na zadawanie pytań. Z pomocą mogą przyjść pozasystemowe projekty edukacyjne. Jednym z nich jest Polska Akademia Dzieci, która zachęca dzieci do zadawania pytań po każdym z wykładów (dziecka i dorosłego prelegenta). Pytania dzieci mogą czasem zaskoczyć, wskazując na to, jak bardzo zostały zainteresowane treścią prelekcji. Tydzień temu, podczas VI Międzynarodowej Konferencji Naukowej dla Dzieci stworzyliśmy młodym słuchaczom dodatkową możliwość zapisywania pytań do prelegetnów na kartkach (wraz z informacją o autorze pytania). Przykładowe pytania można zobaczyć poniżej. Największą ciekawość (wyrażoną w największej ilości pytań) wzbudził wykład 10-letniego Marka o łazikach marsjańskich, które konstruuje. Ponadto, dzieci zadawały pytania do naukowca z NASA. Na te pytania prelegenci odpowiedzieli w wywiadach, które niedługo będzie można posłuchać online. Poza pytaniami z konferencji, zbieram też pytania dzieci, które uczestniczą w prowadzonych przeze mnie zajęciach w szkole polskiej w Delft, w Holandii. Jedno z pytań, które najbardziej mnie zaskoczyło po zajęciach o mózgu, przedstawiłam poniżej na niebieskiej karteczce.

Pytania dzieci po VI Międzynarodowej Konferencji Naukowej dla Dzieci oraz po zajęciach w szkole polskiej w Delft po zajęciach o mózgu, fot. Ewa Międzobrodzka.




Mam jednak nadzieję, że nie tylko pozasystemowe projekty edukacyjne mogą obudzić ciekawość młodych osób. Liczę, że w wielu szkołach są nauczyciele pasjonujący się swoim przedmiotem (np. z grupy Superbelfrzy RP), potrafiący zainspirować uczniów do własnych poszukiwań. Przykładem takiego nauczyciela z powołaniem może być mgr Przemysław Staroń, którego uczniowie z II LO w Sopocie byli wielokrotnie finalistami i laureatami ogólnopolskich Olimpiad Filozoficznych. Świetnym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie we wszystkich szkołach filozofii i uczenie dzieci oraz młodzieży sokratejskiej metody zadawania pytań.

Zakończę słowami Wisławy Szymborskiej, która w ten sposób mówiła o naukowcach w 1996 ("Odczyt noblowski - Poeta i świat"):

(…) ich praca może być bezustanną przygodą, jeśli tylko potrafią w niej dostrzec coraz to nowe wyzwania. Pomimo trudów i porażek, ich ciekawość nie stygnie. Z każdego rozwiązanego zadnienia wyfruwa im rój nowych pytań. Natchnienie, czymkolwiek ono jest, rodzi się z bezustannego „nie wiem”.

Życzę wszystkim nauczycielom, aby wychowywali pokolenie przyszłych noblistów, innowatorów, myślicieli, wynalazców, artystów, ludzi dociekliwych, wytrwałych, ale też krytycznych i wątpiących, nie bojących się powiedzieć "nie wiem". Nie zapominajcie jednak o nieustannym pobudzaniu ciekawości njmłodszych, jest to bowiem pierwszy stopień do poznania!



Wednesday, April 1, 2015

Podpalanie niezbudowanego mostu: wiedza o mózgu między nauką a praktyką.

W zeszłym tygodniu polskie media obiegła głośna krytyka książki dr Marzeny Żylińskiej pt. "Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi". Krytyka ta dotyczy części książki związanej z jej neurobiologcznymi zagadnieniami, jak również stosowanego języka i całej działalności popularyzatorskiej Autorki, czyli udzielaniu licznych wywiadów, prowadzeniu wykładów, warsztatów i seminariów dla nauczycieli na temat neurodydaktyki. 

Chciałabym się odnieść do tej sytuacji z perspektywy psychologa i początkującego (neuro)naukowca, zagranicznego obserwatora oraz osoby zaangażowanej w popularyzację nauki, a szczególnie starającej się popularyzować w Polsce termin "neuroedukacja", choć na znacznie mniejszą skalę w porównaniu z działalnością "popularyzatorską" dr Żylińskiej.


Komitet Neurobiologii Polskiej Akademii Nauk ostro skrytykował książkę dr Marzeny Żylińskiej "Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi". Tutaj można zapoznać się z treścią listu skierowanego przez neurobiologów do Ministra Edukacji Narodowej. Polecam również nieco dłuższą, ale bardzo wnikliwą lekturę pełnej analizy książki autorstwa prof. Mozrzymasa. Natomiast odpowiedź Autorki na stawiane jej zarzuty znajdują się we wpisie na Jej blogu. 1 kwietnia Komitet Neurobiologii opublikował odpowiedź na wpis Autorki. Wszelkie informacje dotyczące korespondencji między Komitetem a Autorką zebrane zostały na stronie Komitetu.

Chciałabym odnieść się do całego zajścia, starając przyjąć perspektywę zewnętrznego (zagranicznego) obserwatora całego sporu, jak również postaram się przyjąć perspektywę osoby popularyzującej neuroedukację, czyli stojącą po stronie nauki.

Na początku chciałabym streścić historię mojego kontaktu z Autorką "Neurodydaktyki", która mam nadzieję, pomoże Czytelnikowi w zrozumieniu mojego zdania.

Obserwuję działalność dr Marzeny Żylińskiej od kilku lat, jeszcze zanim opublikowała "Neurodydaktykę". Nasz kontakt rozpoczął się w grudniu 2010 roku, kiedy jako studentka II roku studiów uczestniczyłam w prowadzonym przez Nią szkoleniu w jednym z gdańskich liceów. Po szkoleniu nawiązałam z nią rozmowę, pytając czy zna temat neuronów lustrzanych. [W kwietniu 2010 roku w Toruniu uczestniczyłam w bardzo interesującej międzynarodowej konferencji naukowej 'Mirror neurons: from action to empathy', na której gościł m.in. prof. Rizzolatti, odkrywca neuronów lustrzanych.] Wydawało mi się, że temat neuronów lustrzanych jest szczególnie ważny z perspektywy edukacji. Dr Żylińska słyszała wtedy o tym temacie po raz pierwszy. Utrzymywałyśmy od tego czasu kontakt, byłam nawet jednym z prelegentów na organizowanej przez nią konferencji w Toruniu w 2012 roku. Mówiłam "na żywo" z Amsterdamu m.in. o neuronach lustrzanych i emocjach oraz możliwości wykorzystania tej wiedzy w edukacji. Następnie, w pokonferencyjnym wydaniu w 2013 roku Silva Rerum (nr 28) opublikowałam popularnonaukowy artykuł (bez recenzji, niestety nie gwarantowało tego wydawnictwo) na ten sam temat.

1. (Pseudo)popularnonaukowa papka

"Neurodydaktyka" była oczekiwana przeze mnie książką, jako że Autorka prosiła mnie o radę w znalezieniu kilku źródeł oraz prosiła o konsultację słownika terminów znajdującego się na końcu książki. [Niestety, nie miałam czasu na pomoc z konsultacją terminów z powodu prowadzenia badań do pracy magisterskiej.] Po ukazaniu się książki oczywiście pogratulowałam tego osiągnięcia Autorce. Przeczytałam książkę w biegu, ponieważ termin obrony magisterskiej był bliski. Największą ciekawość wzbudziła we mnie treść dotycząca rozdziału poświęconego neuronom lustrzanym. Po tej lekturze stwierdziłam jednak, że chyba nie muszę zagłębiać się w szczegóły całej książki, jeśli jest napisana podobnie jak ten jeden rozdział. Autorka głównie powołuje się tam na jeden tekst źródłowy (Joachim Bauer: Empatia. Co potrafią lustrzane neurony) i w moim odczuciu zbytnio upraszcza złożony proces mechanizmu lustrzanego oraz możliwości jego bezpośredniego przełożenia do sytuacji klasy szkolnej. Z perspektywy czasu, kiedy moja pierwotna fascynacja neuronami lustrzanymi opadła i kiedy nabrałam do tego zagadnienia dystansu.

Ponadto, książka Bauera jest lekturą popularnonaukową, podobnie jak inne pozycje, na które często powołuje się Autorka, np. "Cyfrowa demencja" prof. Spitzera oraz "Mózg: fascynacje, problemy tajemnice" prof. Vetulaniego. Problem z tworzeniem własnego tekstu, bazując głównie na literaturze popularnonaukowej jest taki, że po ponownym przetworzeniu tekstu, łatwo zgubić pierwotny sens treści. Sformułowania typu "neuroprzekaźnikowy koktajl" mogą być dosyć obrazowe, pobudzać wyobraźnię czytelnika i... nie odzwierciedlać rzeczywistości. Jeśli Autorce brakuje słów, lepiej zastąpić je adekwatnymi rycinami, zdjęciami czy nawet animacjami i filmami. Istnieje wiele ogólnodostępnych neuroanatomicznych źródeł, które mogą być pomocne, np. Anatomiczny blog dr Tomasza Cecota. Jeśli miałabym użyć stylu Autorki do określenia jej sposobu prezentacji treści, wydaje mi się, że najtrafniejszym sformułowaniem byłoby:
"(pseudo)popularnonaukowa papka".

2. Metody dydaktyczne a metody naukowe

W "Neurodydaktyce" zabrakło mi wprowadzenia czytelnika w metody naukowe, które służą badaczom w testowaniu nowych metod nauczania i tworzeniu evidence-based education, czyli nauczania opartego na badaniach naukowych, w tym badaniach mózgu. Aby móc w pełni stwierdzić, czy na przykład dotychczasowe badania nad neuronami lustrzanymi (np. w kwestii rozumienia języka, Galesse, 2008) są możliwe do zaadaptowania do warunków szkolnych, należałoby:
(1) zrobić przegląd najnowszej zagranicznej literatury naukowej na dany temat (np. w kwestii uczenia asocjacyjnego - Cook i wsp., 2014, czy nauczania przedmiotów artystycznych Jeffers, 2009),
(2) przeprowadzić badania z tego zakresu przy współpracy z nauczycielami,
(3) wyniki badań zagranicznych zreplikować w warunkach polskich, aby móc w pełni osądzić, jakie mogą być efekty nowych proponowanych metod nauczania.
Ponadto (4), powinno się uczyć równolegle inną klasę jako grupę kontrolną metodą tradycyjną (nie tą, którą testujemy), oraz (5) powinno się przetestować wiedzę uczniów w obu grupach - kontrolnej i eksperymentalnej przed wprowadzeniem nowej metody, aby zbadać poziom wyjściowy wiedzy (tzw. baseline), w końcu (6) po zakończeniu procesu nauczania daną metodą w tym samym okresie czasu (np. po 2 miesiącach) w obu grupach powinno się ponownie sprawdzić poziom wiedzy i określić, czy w grupie eksperymentalnej przyrost wiedzy jest większy, niż w grupie kontrolnej.
W ten sposób prowadzone badania mogą dać rzetelne wyniki w efektach nauczania. Natomiast wprowadzanie metod nauczania ad hoc może nieść poważne negatywne konsekwencje dla uczniów "karmionych" wymyślonymi metodami przez różnych autorów - szczególnie takich, którzy nie mają doświadczenia jako nauczyciele dzieci, ale np. mają doświadczenie jako wykładowcy uczący dorosłych czy też doświadczenie w prowadzeniu szkoleń biznesowych. Metody, którymi uczeni są studenci na uczelniach wyższych czy menażerowie na szkoleniach, nie koniecznie muszą (choć mogą - co należałoby sprawdzić w powyżej opisany sposób) być skuteczne wśród grupy odbiorców o wiele młodszych. Z wiedzy przeze mnie posiadanej wynika, iż dr Żylińska owszem, ma spore doświadczenie w uczeniu języka niemieckiego dorosłych ludzi - studentów (przyszłych potencjalnych nauczycieli), natomiast nie ma dużego doświadczenia w pracy jako nauczyciel dzieci czy młodzieży. Jak więc taka osoba może dobrze doradzać MEN? To pytanie pozostawię do odpowiedzi innym upoważnionym do tego osobom.

3. Krytyczna analiza treści antidotum na neuromity

Kolejnym problemem, jaki dostrzegam w dziele Autorki, to brak krytycznej analizy wobec treści prezentowanych przez zagranicznych badaczy w adaptacji ich wyników badań do warunków polskiej szkoły. Skutkiem tego może być brak krytycznego myślenia u czytelników "Neurodydaktyki", na przykład nauczycieli. Krytyczne myślenie jest za to cechą naukowców (tu: Neurobiologów z PAN), którzy szczegółowo skrytykowali "Neurodydaktykę".

Myślę, że w zakresie zastosowania wiedzy o mózgu w szkole jest spore pole do współpracy między naukowcami a nauczycielami - czy, dlaczego i jak niektóre wyniki badań dotyczące mózgu mogą być adaptowane do metod nauczania. Tworząc metody nauczania bez takiej krytycznej refleksji, bardzo łatwo popaść w skrajności, "ożywiając" w klasie neuromity, czyli błędne przekonania dotyczące funkcjonowania mózgu. [Dla zainteresowanych tematem polecam poprzedni wpis na moim blogu: Sprawdź swoją wiedzę o mózgu oraz wpis na neurobigos.pl]

Nasuwa się jednak pytanie, co ta krytyka wnosi do obecnej sytuacji, skoro książka została wydana przez Wydawnictwo Naukowe UMK. Największą ujmą książki nie są pojawiające się w niej błędy czy nieścisłości, ale brak recenzcji naukowej, co jest zaniedbaniem zarówno ze strony Wydawnictwa jak i samej Autorki. Możliwe, że gdyby książka ta była wcześniej recenzowana przez jednego z neurobiologów, lub też neuropsychologów, mogłaby zyskać o wiele więcej przychylnych czytelników (szczególnie z grona naukowców) oraz można by uniknąć skrytykowanych w niej treści.

4. POPularyzacja "neurodydaktyki"

Ostatnia uwaga dotyczy działalności popularyzatorskiej dr Marzeny Żylińskiej. Poza popularyzacją terminu "neurodydaktyka", który pochodzi od języka niemieckiego: neurodidaktik, Autorka twierdzi, że popularyzuje również wiedzę o mózgu, która jest wiedzą naukową. Popularyzacja nauki powinna spełniać (w moim przekonaniu) trzy założenia:
(1) opierać się na danych naukowych,
(2) być ogólnodostępna (w tym również bezpłatna) dla wszystkich zainteresowanych,
(3) być przedstawiona w przystępny dla odbiorcy sposób.
(4) powinna zawierać odniesienie do oryginalnego źródła, np. badania naukowego (bardzo słusznie zasugerowane przez świetnego popularyzatora nauki, dr Tomasza Komendzieńskiego).

W 2011 roku (dwa lata przed publikacją "Neurodydaktyki") zaprosiłam dr Marzenę Żylińską na pierwszy w Trójmieście Dzień Mózgu w ramach Światowego Tygodnia Mózgu. Nagranie z jej wykładu jest ogólnodostępne na YouTube, a pierwsza część tego wystąpienia była obejrzana ponad 2000 razy. Każdy z Państwa może samodzielnie ocenić wystąpienie prelegentki na wymiarach (1), (3) i (4) przedstawionych przeze mnie powyżej. Natomiast warto zastanowić się, jak wyglądają pozostałe jej wystąpienia dla nauczycieli - jaki jest ich poziom naukowy, czy są ogólnodostępne (bezpłatne?) i przedstawione w podobny sposób, jak podczas Dnia Mózgu w 2011 roku? Mam porównanie w ocenie sposobu prezentacji tych samych treści przez dr Żylińską dla dorosłych podczas Dnia Mózgu 2011 i konferencji dla nauczycieli, które co roku organizowała z udziałem gościa zagranicznego, w porównaniu z wystąpieniem dla dzieci w wieku 6-12 lat, które miało miejsce w październiku 2014 roku w Toruniu w ramach Polskiej Akademii Dzieci (ogólnopolski, bezpłatny projekt popularnonaukowy dla dzieci). Wniosek z tych wystąpień mam taki, że prelegentka nie zmienia swojego języka w zależności od wieku odbiorcy, każde z tych wystąpień było na tym samym poziomie "naukowym", ocenianym przeze mnie na skali od 1 do 5 na 2 punkty.

Refleksje post factum i pro futurum

Nie napisałam powyższych uwag, aby Autorkę zniechęcić do dalszej działalności, ale raczej zachęcić do bardziej wnikliwej i krytycznej analizy głoszonych przez siebie treści. Niestety, recenzja przez neurobiologów z PAN do wydanej już książki niewiele może zmienić, skoro zyskała ona już spore grono nie tylko czytelników, ale i "wyznawców". Jeśli jednak znalazłaby się osoba ze świata polskiej nauki, która zechciałaby zrecenzować przygotowywaną do wydania w tym roku nową książkę dr Marzeny Żylińskiej, jestem przekonana, że mogłaby na tym zyskać nie tylko sama Autorka, unikając błędów czy potyczek językowych, ale przede wszystkim zyskaliby czytelnicy, którzy mogliby przeczytać o wiele bardziej wartościową lekturę.

Chciałabym przestrzec przed podpalaniem jeszcze niezbudowanego na polskim gruncie mostu między neuronaukowcami a nauczycielami. Jeśli jednak most ten nie jest w stanie powstać na gruncie neurodydaktycznym, mam nadzieję, iż w niedalekiej przyszłości będzie on możliwy na gruncie neuroedukacyjnym. W polskim społeczeństwie jest ogromne zapotrzebowanie na otwartą debatę społeczną na temat możliwości wykorzystania wiedzy o mózgu w praktyce. Warto tu ponownie przypomnieć o stosowaniu odpowiedniej terminologii. Na całym świecie jest rozpowszechniony termin "neuroedukacja". Natomiast w Polsce, poprzez działalność dr Żylińskiej został rozpowszechniony termin "neurodydaktyka". [Różnicom w obu terminach poświęciłam osobny wpis.]

Źródłem tych różnic jest zapewne czerpanie Autorki głównie ze źródeł niemieckich autorów. Zachęcam zatem dr Żylińską do większej otwartości w czerpaniu źródeł z innych stron świata, w których prowadzi się badania na temat neuroeduakcji, np. w USA, Holandii, czy też Wielkiej Brytanii. Szczególnie warto otworzyć się na współpracę z tymi dwoma ostatnimi ze względu na mniejszą odległość geograficzną, co mogłoby umożliwić nie tylko jednoosobowe wizyty specjalistów zagranicznych w Polsce, ale na przykład wizyty studyjne grupy polskich nauczycieli w Instytucie LEARN! przy VU University w Amsterdamie (służę tu pomocą w nawiązaniu kontaktu z szefową Instytutu, jako że współpracuję z nią od 2012 roku) czy też w Wielkiej Brytanii: na Uniwersytecie w Bristolu, gdzie kierownikiem badań neuroedukacyjnych jest dr Paul Howard-Jones oraz na University College London, gdzie badania nad mózgiem adolescentów prowadzi prof. Sarah-Jane Blakemore. Warto też być otwartym na naukowców - popularyzatorów wiedzy o mózgu w Polsce, np. Zespołu badaczy kierowanego przez prof. Włodzisława Ducha (który wygłosił b. ciekawy wykład na temat neuroedukacji podczas II Kongresu Uniwersytetów Dziecięcych w Senacie RP w zeszły czwartek, 26 marca) czy też neurobiologów z Wydziału Biologii UG, którzy z wielkim zaangażowaniem popularyzują wiedzę o mózgu np. poprzez corocznie wspólnie organizowane Dni Mózgu w Trójmieście.

Chciałabym "podziękować" dr Marzenie Żylińskiej za jej dotychczasową działalność, oraz podziękować Profesorom neurobiologii za ich reakcję; w końcu bez niej nie byłoby obecnej głośnej debaty na ten ważny temat. Mam jednak nadzieję, że debata ta nabierze bardziej konstruktywnego tonu i stworzy szansę do podjęcia dialogu (a nie kontynuacji dotychczasowego monologu Autorki) na nowym, neuroedukacyjnym gruncie. Bez kontynuacji tematu sytuacja może się powtórzyć - wkrótce ma się bowiem ukazać kolejna książka Autorki. Mam nadzieję, że Profesorowie neurobiologii PAN będą zainteresowani tą książką przed jej wydaniem, oraz że Autorka zaprosi ich do współpracy. Odpowiedź Profesorów Neurobiologii z 1 kwietnia jest o wiele bardziej konstruktywna, niż ich pierwsze pismo. "Ruch" ma więc teraz dr Żylińska, którego jestem bardzo ciekawa. Niestety, wyłączanie możliwości dodawania komentarzy w jej ostatnim wpisie z 31 marca nie wróży dobrze...

Kończąc optymistycznym (neuroedukacyjnym) akcentem, mogę wspomnieć, że badania prowadzone przez Kanga i współpracowników (2009) dowiodły, iż osoby które popełniły błąd w zadaniu (i uświadomiły sobie ten błąd), były bardziej ciekawe poznania właściwej odpowiedzi. Towarzyszyła temu zwiększona aktywność układu nagrody oraz hipokampu w mózgach badanych (w badaniu fMRI), co stymulowało proces zapamiętania poprawnej odpowiedzi. Ludzką rzeczą jest popełniać błędy, ważne jest jednak umieć się do nich przyznać, uświadomić je sobie oraz wyciągnąć wnioski, aby w przyszłości nie popełnić tego samego błędu ponownie. Życzę Państwu otwartości na poznanie swoich błędów (wkrótce będę przesyłać zainteresowanym osobom, które wypełniły ankietę, informacje zwrotne dotyczące ich wiedzy o mózgu) oraz krytycznej refleksji nad tym, co Państwo czytają na Internecie, również na tym blogu. Będę bardzo wdzięczna za Państwa wszelkie uwagi i refleksje oraz wytknięcia błędów, jeśli takie się zdarzyły. Wierzę, że tylko dzięki współpracy jesteśmy w stanie zmieniać pozytywnie nasz system edukacji oraz budować właściwe podejście do nowych metod nauczania wśród nauczycieli.


PS. Dziękuję Czytelnikom za wskazanie kilku literówek - już poprawione. O to chodzi! :) Dzięki wspólnemu zaangażowaniu możemy więcej razem zdziałać. Czekam też na Państwa refleksje.

Tuesday, November 18, 2014

Sprawdź swoją wiedzę o mózgu!

Światowy Tydzień Mózgu (Brain Awareness Weekjuż za nami! 

Na całym świecie między 16-22 marca 2015 odbyły się liczne wykłady, warsztaty i pokazy popularyzujące wiedzę o mózgu! 

Z tej okazji zaprosiłam Państwa na Dni Mózgu w Trójmieście oraz zachęciłam do sprawdzenia swojej wiedzy o mózgu.
 
Do 19 kwietnia 2015 można było wypełnić ankietę online dotyczącą wiedzy o mózgu. Ankieta była rownież dostępna w wersji papierowej podczas Dnia Mózgu na SWPS Sopot.

Ankietę wypełniło łącznie 272 osoby (211 online oraz 61 w wersji papierowej). Serdecznie dziękuję Państwu za udział w ankiecie i wspieranie działań na rzecz budowania większej świadomosci społecznej na temat wiedzy o mózgu. Ogólne wyniki ankiety będą opublikowane zarówno na www.neuroedukacja.net, jak i innych, współpracujących stronach popularnonaukowych (np. www.badania.net). Szczegółowe wyniki zostaną przedstawione w artykule naukowym dostępnym dla wszystkich zainteresowanych, oraz na konferencjach naukowych.

Wszystkie osoby, które wzięły udział w ankiecie i podały swój adres e-mail, otrzymają spersonalizowaną informację zwrotną dotyczącą swoich wyników. Wśród tych osób zostaną rozlosowane nagrody książkowe. O wygranej wylosowane osoby zostaną poinformowane w osobnym mailu po 5 maja, a nagrody zostaną przesłane tradycyjną pocztą pod koniec maja/na początku czerwca.
 
rys. Andrzej Krauze, źródło: www.newscientist.com

W ramach Dnia Mózgu organizowanego na SWPS Sopot 21 marca 2015, odbył się:

-  konkurs wiedzy o mózgu z nagrodami książkowymi ufundowanymi przez Wydawnictwo Smak Słowa. Aby wziąć udział w konkursie, prosiliśmy wspólnie z Kołem Naukowym Empiria o wypełnienie ankiety i sprawdzenie swojej wiedzy o mózgu oraz pozostawienie swojego adresu mailowego, w celu informacji zwrotnej na temat poprawnych odpowiedzi oraz wzięcia udziału w losowaniu nagród książkowych. Szczegóły o konkursie znajdują się na stronie Dni Mózgu - program SWPS - konkurs.

- warsztatSprawdź swoją wiedzę o mózgu – obalanie "neuromitów"

Media zasypują nas codziennie setkami ciekawostek, "jak gimnastykować swój mózg", "co robić, żeby mózg się wolniej starzał", "jak ćwiczyć pamięć", "jakie metody nauczania są przyjazne mózgowi"... Przeciętny czytelnik (nie będący neuronaukowcem) czytając doniesienia popularnonaukowe na temat mózgu może mieć problem w ocenie wartości przekazu naukowego takich treści. Podczas warsztatu sprawdzimy swoją wiedzę o mózgu - rozwiążemy wspólnie quiz, który jest tematem konkursu "Sprawdź swoją wiedzę o mózgu" w ramach Dnia Mózgu na SWPS Sopot oraz poznamy i obalimy najbardziej popularne w społeczeństwie polskim i brytyjskim "neuromity". 

___________________

Jeśli ktoś z Państwa nie mógł wziąć udziału w Dniu Mózgu na SWPS Sopot 21 marca lub chciałby dowiedzieć się więcej na ten temat:

Chętnie udostępnię materiały z warsztatu zainteresowanym osobom - proszę w takiej sytuacji o maila: emiedzobrodzka(at)gmail.com

Zachęcam serdecznie do lektury artykułow poświęconych tematyce neuromitów w edukacji oraz rzetelnemu omówieniu jednego z nichna blogu Neurobigos.pl.

Jeśli już porównali Państwo część swoich odpowiedzi z danymi faktycznymi (na stronie Neurobigos.pl) oraz wynikami z innych krajów nadszedł czas na refleksję. Warto ufać wiarygodnym źródłom wiedzy, być dociekliwym i weryfikować informacje w oryginalnych artykułach. Wobec źródeł niepewnych (np. nie podąjacego oryginalnego źrodla naukowego), powinno się podchodzić z pewnym dystansem i krytyczną analizą. Oczywiście, wiele osób nie ma dostępu lub nie wie jak znaleźć oryginalne badania. Wtedy też należy sięgnąć po rzetelne ich opracowania. Jednym z przykładów portali zawierającym takie informacje są Badania.net.

Korzystanie z niesprawdzonych źródeł wiedzy może mieć zgubne konsekwencje, szczególnie dla nauczycieli i uczniów. Opierając się na neuromitach, nauczyciele oraz liczne firmy współpracujące z nauczycielami mogą tworzyć metody uczenia się "przyjazne mózgowi", które w rzeczywistości nie mają wiele wspólnego z naukowymi podstawami. Ponadto, nauczyciele mogą nabyć niewłaściwych nastawień i uprzedzeń, które mogą wpływać na motywację uczniów i ich wyniki w nauce.

Monday, October 13, 2014

Neuroedukacja a neurodydaktyka

W  od kilku lat mówi się o neurodydaktyce, za to na świecie używa się sformułowania neuroedukacja. Czym są i czym różnią się od siebie w teorii i praktyce te dwa słowa? Co można znaleźć w Internecie poszukując informacji o neuroedukacji po polsku i po angielsku?


Neuroedukacja jest interdyscyplinarną dziedziną nauki, która łączy w sobie badania z pogranicza neuronauki poznawczej/kognitywnej, rozwojowej neuronauki poznawczej, psychologii edukacji, technologii edukacyjnej oraz innych związanych dyscyplin w celu badań interakcji między biologicznymi czynnikami uczenia się i edukacji. Nazwa neuroeduakcja pochodzi od nazwy angielskiej "neuroeduaction", inaczej nazywanej "educational neuroscience". Zachęcam do zapoznania się z pełną definicją neuroeduakcji i artykułem na Wikipedii w języku angielskim. Przykładowe pytania, na jakie mają odpowiadać badania związane z neuroeduakcją to: Jak korzystanie z nowych technologii wpływa na rozwój mózgu i procesy uczenia się? Jak procesy emocjonalne (np. doświadczanie ciekawości) wpływają na zapamiętywanie nowych informacji? Termin "neuroeducation" jest rozpowszechniony w całym angielskojęzycznym świecie, a więc przede wszystkim posłygują się nim badacze z USA, Wielkiej Brytanii czy Holandii. Nie zgadzam się więc ze sformułowaniem dr Marzeny Żylińskiej, że "w Europie wykluwa się neurodydaktyka".

Termin neurodydaktyka, pochodzi od niemieckiego neurodidaktik odnosi się do metod dydaktycznych, które miałyby czerpać z wyników badań prowadzonych w dziedzinie neuroedukacji. Popularyzatorką terminu neurodydaktyka w Polsce jest dr Marzena Żylińska.

Aby wyniki badań nt. neuroeduakcji mogły mieć później praktyczne zastosowanie w szkole, naukowcy powinni współpracować z nauczycielami. Natomiast, aby neurodydaktyka dawała faktyczne efekty, metody te powinny być wypracowane przez nauczycieli wspólnie z naukowcami.
Bez wzajemnej współpracy zarówno badania jak i nowe metody nauczania mogłyby nie mieć sensu. Dlatego też zachęcam, aby w Polsce zaczęto rozmawiać na temat tej współpracy. O neurodydaktyce pisze się już bardzo szeroko, warto więc zacząć teraz rozmawiać o jej korzeniach, czyli neuroeduakcji, zacząć tworzyć zespoły badawcze i prowadzić badania dotyczące neuroedukacji, posługując się tą właśnie nazwą.

W przeciwnym bowiem wypadku, w polskim Internecie po wpisaniu słowa 'neuroeduakcja' do wyszukiwarki wciąż będzie można znaleźć odnośniki do firm oferujących szkolenia NLP, które nie mają żadnego związku z faktycznym znaczeniem tego słowa. Neurolingwistyczne programowanie, w przeciwieństwie do neuroeduakcji, nie ma żadnych podstaw naukowych, o czym można przeczytać chociażby w artykule Marcina Rotkiewicza w Polityce (30 września). Co smutne, istnieje publikacja w języku polskim wydana przez Biuletyn Centrum Edukacji Nauczycieli w Gdańsku, która w tytule zawiera słowo 'neuroeduakcja', a cały artykuł dotyczy właśnie NLP. Widocznie, nikt z CEN nie czuwał nad merytoryczną treścią tej publikacji.

Natomiast wyszukując informacji na ten temat w języku angielskim ('neuroeduaction'), możemy znaleźć m.in. ciekawe doniesienia naukowe na stronie amerykańskiej Fundacji DANA, która zajmuje się krzewieniem wiedzy o mózgu i patronuje corocznemu Światowemu Tygodniowi Mózgu.

Zachęcam więc organizacje oraz naukowców zajmujących się w Polsce badaniami mózgu oraz popularyzacją ich wyników, aby zajęli się tematem neuroedukacji. Nie pozwólmy, by neuroeduakcja była kojarzona z czymś, czym nie jest. Nauczmy społeczeństwo nowego, ważnego terminu oraz podejmijmy współpracę w zakresie badań na ten temat.

Monday, March 3, 2014

Gry dla edukacji i dla mózgu

Coraz więcej osób w Polsce zainteresowanych jest wprowadzaniem do edukacji gier, które miałyby zwiększyć efektywność pracy, wzmocnić motywację uczniów oraz polepszyć zapamiętywanie nowego materiału. Wielu nauczycieli, którzy wykorzystują gry edukacyjne w trakcie lekcji, może być ciekawych, jakie mechanizmy mózgowe stoją za skutecznością zastosowania tych metod w klasie.

Przyjemność
Obszarem mózgu szczególnie wrażliwym na udział osoby w grze jest układ nagrody. Odpowiada on za odczuwanie przyjemności i rozprowadzanie specjalnymi szlakami w mózgu dopaminy, która motywuje nas do powtórzenia czynności i większego zaangażowanie w zadanie sprawiające przyjemność, w tym przypadku granie. Szlaki te prowadzą od jąder zlokalizowanych w dolnych częściach układu limbicznego do kory przedczołowej, która odpowiada między innymi za podejmowanie decyzji o zachowaniu. Szczegóły można zobaczyć na rycinie.

Niepewność
Dlaczego granie jest takie przyjemne? Jak pokazują badania, najwyższy poziom dopaminy w mózgu uwalniany jest wtedy, gdy jest 50% szansy na wygraną czy pojawienie się jakiegoś bodźca. Jest to poziom niepewności i losowości, który zapewniają gry. Daw i Shohamy (2008) wyjaśniają w Social Cognition, że sama świadomość i oczekiwanie na nagrodę (np. dobycie punktów) staje się nagradzające i sprawia przyjemność. Jednak zbyt częste nagradzanie również nie jest wskazane, bowiem sam bodziec (np. określony element w grze) stanie się nagradzający, za to otrzymanie nagrody nie będzie sprawiało już radości. Również zbyt mała szansa na otrzymanie nagrody nie jest optymalna dla zaangażowania. Najbardziej efektywny jest złoty środek - 50 % szans na wygraną.

Więcej na temat mózgowego podłoża skuteczności gier w edukacji opowiada dr Paul Howard Jones:


W związku z tym wykorzystanie gier edukacyjnych powinno być propagowane na szeroką skalę wśród nauczycieli. Jak tego dokonać? To chyba jedno z wielu wyzwań, jakie mogą stanąć przed Ministerstwem Edukacji Narodowej. W chwili obecnej wielu nauczycieli eksperymentuje z różnymi grami edukacyjnymi. Przykłady gier matematycznych można znaleźć na blogu Tableszyt w okładce w motyle.

Gry "dobre" i gry "złe"
Nie należy generalizować, że wszystkie gry, w szczególności gry komputerowe, nadają się do użycia w klasie lub zalecania do gry w domu. Nie istnieją również gry "dobre" i gry "złe", bowiem często ta sama gra może mieć zarówno pozytywne jak i negatywne konsekwencje w różnych sferach, np. emocjonalnej i poznawczej (Prot, 2012). Niestety, wiele gier komputerowych zawiera przemoc nieadekwatną do wieku dzieci. Jeśli nauczyciel lub rodzic nie jest pewny, czy proponowana gra komputerowa jest właściwa dla ucznia, powinien skorzystać z europejskiej klasyfikacji gier PEGI
Warto szukać też gier odpowiednich dla dzieci na stronach polecających je, np. przez Polską Akademię Dzieci - Strefę Skarbów. Zbiór ciekawych gier znajduje się również na stronie Multiplication.

Ważną rolę odgrywają również producenci gier oraz sklepy, które raz na jakiś czas organizują wyprzedaże. Na początku lutego tego roku miała miejsce ogromna wyprzedaż w jednej z ogólnopolskiej sieci sklepów, do której dostęp mają miliony Polaków. W ciągu kilku dni zostały wykupione różne gry, w tym bardzo brutalne, dozwolone według PEGI dla osób od 18 roku życia. Nadużywanie gier może mieć poważne negatywne skutki dla graczy, na przykład podejmowanie ryzykownych, impulsywnych decyzji, zwiększenie agresywności, wzrost ryzyka uzależnienia od gier. Wpływ brutalnych gier komputerowych na ludzi bada obecnie wielu naukowców, między innymi dr Anderson z Iowa State University, z którym można przeczytać wywiad na stronie The Telegraph. 
Natomiast dr Daphne Bavelier z University of Rochester  prowadzi badania na temat możliwego pozytywnego wpływu treningu z wykorzystaniem gier na zdolności poznawcze, np. zdolność do śledzenia wzrokiem wielu obiektów jednocześnie. Warto posłuchać o jej wnioskach z przeprowadzonych badań w ramach TEDx:




O korzystnym wpływie gier można posłuchać również podczas wystąpienia mgr Anny Rogali na TEDx:


Gry planszowe, obok komputerowych, mogą również bardzo wspomóc i urozmaicić proces nauki. Dla zainteresowanych tematyką planszówek polecam blog mgr Macieja Jesionowskiego: Ja Ty Gry.

Warto również zasięgnąć rady kogoś, kto łączy w sobie osobę psychologa i pedagoga i wykorzystuje gry na co dzień w szkole. Jedną z takich osób jest mgr Przemek Staroń, który prowadzi swoje lekcje w sposób nowatorki i niezwykle efektywny. Warto zajrzeć do jego przemyśleń na blogu Psychologia w Szkole.

Jeśli znają Państwo osoby, których metody pracy warto polecać, proszę bardzo o informacje w komentarzu. :)