Thursday, November 28, 2013

Czy jesteśmy skazani na "cyfrową demencję"?

Jesteśmy świadkami ogromnego postępu technologicznego w ciągu ostatnich 20-30 lat. Niemal każdy z nas używa codziennie zdobyczy nowych technologii: smartfonów, laptopów, tabletów, itd. Ale czy zastanawialiście się kiedyś, czy wielogodzinne obcowanie z tymi mediami może w jakiś sposób zmienić nie tylko nasze życie towarzyskie... ale również mózg, procesy poznawcze i emocjonalne w nim zachodzące?



W ostatni poniedziałek (25.11.2013) w Polsce gościł wybitny niemiecki naukowiec i popularyzator nauki, prof. Manfrend Spitzer, autor książek Jak się uczy mózg oraz Cyfrowa demencjaProfesor Spitzer podczas swojego wykładu w Bydgoszczy przedstawił liczne badania naukowe, które pokazują negatywny uboczny wpływ nadmiernego używania mediów cyfrowych przez dzieci i młodzież. Jak mówił, mózg, w przeciwieństwie do komputera, rozwija się, zmienia się cały czas poprzez nowe doświadczenia. Mózg zapamiętuje tylko ważne i potrzebne informacje, a nie jak komputer po kliknięciu opcji "Zapisz".

Profesor zapoznał słuchaczy z pojęciem media multitasking, czyli korzystaniem z kilku mediów jednocześnie (np. słuchanie muzyki, pisanie na chacie na Facebook'u i rozmawianie przez komórkę).  Poniżej przytoczone są wyniki tylko kilku z wielu badań cytowanych przez Profesora.
  • Badacze ze Stanford University (Pea i in., 2012) zebrali dane od prawie 3500 dziewczynek w wieku 8-12 lat z całych Stanów Zjednoczonych i Kanady. Wyniki przeprowadzonej przez nich ankiety wskazują to, że użytkowniczki nowych mediów (szczególnie gier video, komunikujące się online oraz te, które korzystają z wielu mediów jednocześnie) są również mniej zadowolone ze swoich kontaktów społecznych (social well-being) oraz przesypiają mniej godzin na dobę. Zupełnie nowym wynikiem jest powiązanie media multitaskingu z negatywnymi korelatami społecznymi, na przykład większą ilością przyjaciół postrzeganych przez rodziców jako mających zły wpływ na dzieci.                                                                                                       Z drugiej strony, dziewczynki, które częściej wybierały kontakty bezpośrednie (face-to-face communication), wykazywały też lepszy stan społeczno-emocjonalny, na przykład czuły, że mają więcej bliskich przyjaciół, są akceptowane i rozumiane przez rówieśników. Deklarowały też mniejszą potrzebę korzystania z mediów (np. surfowania w Internecie), kiedy rozmawiały z kimś "twarzą w twarz".                                                                                                           Autorzy zachęcają do dalszego badania wpływu nadużywania nowych mediów przez dzieci i monitorowania ich użytkowania przez rodziców. 
  • Wyniki badań Richard i współpracowników (2010) wskazują na słabsze przywiązanie do rodziców i rówieśników wśród młodzieży spędzającej dużo czasu przed ekranem telewizora lub komputera.                                                                                               
  • Informacje dostępne w Internecie, które "wygooglaliśmy" uciekają bardzo szybko w niepamięć, w porównaniu do informacji, które nie są dostępne w sieci. Coraz częściej używamy Internetu jako dysku zewnętrznej pamięci. Takie wnioski wysnuli autorzy badania na temat wpływu Google na naszą pamięć (Sparrow, Liu, Wegner, 2011)
  • Digitalizacja nauki języka chińskiego wpływa negatywnie na umiejętności czytania i pisania wśród dzieci.  (Tan i in., 2013)
Ważnym zadaniem rodziców i nauczycieli jest więc "zbalanowanie diety" nowych mediów dla swoich pociech i uczniów. Korzystanie z laptopów czy smartfonów jest obecnie właściwie nieuniknione i czujemy się bez nich odcięci od świata, ale możemy opóźnić "cyfrową demencję" naszych dzieci poprzez mądre wybory. Na przykład, zamiast kupować kolejną grę video, komputerową lub Playstation na Mikołajki czy pod choinkę, można podarować pociechom trochę swojej uwagi i czasu, na przykład zabrać do centrum nauki, na rolki, rower czy zwykły spacer.

Jeśli chcesz wiedzieć na temat "Cyfrowej demencji", polecam:
- wykład Profesora po angielsku (MP3)
- wywiad z Profesorem w radiowej Trójce 
- wywiad z Profesorem w Radiu TOK FM (sobota, 30 listopada, godz. 10:00)

Monday, April 1, 2013

Młody mózg "niedojrzały" do samokontroli?

Samokontrola jest zdolnością osoby do kontrolowania swoich emocji i zachowań, polega ona także na hamowaniu działań impulsów w dążeniu do konkretnego celu. Samokontrola jest ważnym czynnikiem, który pomaga w przewidywaniu sukcesu życiowego. Moffitt i współpracownicy (2011) wykazali w swoich badaniach przeprowadzonych na próbie 1000 osób od momentu ich urodzenia aż do 32 roku życia, że poziom samokontroli wśród dzieci może przewidywać ich późniejsze zdrowie fizyczne, skłonność do uzależnień, dobrobyt finansowy a także ilość spraw karnych. Zobacz tu oryginalny artykuł.

Istnieją różne metody pomiaru samokontroli poprzez kwestionariusze czy testy. Znane są eksperymenty Mischela i Ebbesena (1970), którzy badali zdolność do odraczania gratyfikacji, czyli powstrzymywaniem się przed ulegnięciem pokusie, natychmiastowej przyjemności, aby później otrzymać większą nagrodę. Stosowali oni tzw. test piankowy (ang. Marshmallow Test). Jest to jedna z najsłodszych metod jaką stosowano w badaniach naukowych :) Można obejrzeć jej przebieg w filmie poniżej.


Chętnych do poszerzenia wiedzy na temat samokontroli, słynnego eksperymentu oraz implikacji wiedzy dotyczącej samokontroli w życiu codziennym zapraszam do lektury książki: Test Marshmallow. O pożytkach płynących z samokontroli (Wyd. Smak Słowa, 2015). Polecam również artykuł popularnonaukowy autorstwa Piotra Cieślińskiego (GW, 09.03.2015) dotyczący treści książki i nie tylko.

Co łączy samokontrolę z mózgiem?
W trakcie dojrzewania mózgu niektóre obszary rozwijają się szybciej, na przykład układ limbiczny odpowiedzialny za reakcje emocjonalne, a inne wolniej, jak płaty czołowe decydujące o przemyślanych decyzjach. W związku naturalnym rozwojem mózgu, zachowanie człowieka w okresie dorastania różni się znacząco od zachowań dorosłych. Nastolatkowie często działają pod wpływem emocji, impulsu, nie doceniając potencjalnych zagrożeń. Nie jest to jednak "patologiczne" zachowanie, bowiem im jesteśmy starsi (nawet do ok. 21 r.ż), tym bardziej rozwija się kora przedczołowa (ang. prefrontal cortex, PFC), a nasze decyzje są bardziej odpowiedzialne, rozważne i refleksyjne. Równocześnie zmniejsza się tendencja do podejmowania zachowań ryzykownych (Casey i inni, 2008).

Jak "dojrzewa" mózg dziecka i nastolatka? - zachęcam do zobaczenia animacji na stronie New York Times (należy użyć suwaka na dole strony, by "rozwinąć" mózg).

Zachęcam do obejrzenia filmu na temat rozwoju mózgu w okresie adolescencji. 
(film w języku angielskim)


Nie tylko rozwój mózgu!
Samokontrola rozumiana jako zdolność do powstrzymywania się od pokus i dążeniu do celu, może być trenowana przez całe życie przez różne ćwiczenia czy też doświaczenia, np. kontrolowanie diety (Muraven, 2010). Warto o tym pamiętać, że niezależnie od etapu naturalnego rozwoju płatów przedczołowych u dzieci i młodzieży, my - dorośli możemy wspierać nasze dzieci w domu i uczniów w klasie do zwiększania poziomu ich samokontroli. Nie musimy ich wcale "wysyłać do swojego pokoju, by dojrzała im kora przedczołowa" jak na poniższym obrazku...

autor: Barbara Smaller; źródło: http://blog.taaonline.net/

Jak trenować samokontrolę?
Wiele ciekawych przykładów, poniższe są opracowane na podstawie strony: www.parentingscience.com
- tworzenie środowiska (w klasie lub w domu), w którym zachowania dziecka świadczące o samokontroli są zawsze nagradzane,
- uczenie dzieci planowania, np. poprzez gry (szachy, ale również inne gry planszowe), czy mówienie  na głos o swoich planach: "najpierw zrobię to, potem to", ustalanie priorytetów,
- przerwa między dwoma trudnymi zadaniami wymagającymi samokontroli (bez przerwy przeważnie drugie zadanie wypada gorzej; samokontrola w trakcie przerwy może się "naładować"),
- zamiana zadań "muszę" w zadania "chcę" związana ze zmianą motywacji z zewnętrznej na wewnętrzną,
- bycie dla dzieci i uczniów "emocjonalnym coachem" - rozmowa o ich uczuciach, okazanie empatii, nie reagowanie złością i krzykiem na problemy (np. płacz dziecka) - negatywne reakcje dorosłych nie są wskazówką dla dzieci, jak mają regulować swoje zachowanie.
- granie w gry ćwiczące samokontrolę, np. na lekcjach WF - ćwiczenia, w których na określony sygnał dziecko ma się zatrzymać i zastygnąć w bezruchu, a na inny sygnał znów może biegać.
- zaszczepienie w dzieciach dobrego nastawienia do podejmowania wyzwań i uczenia się ze swoich błędów.
Ponadto, najważniejsze jest przekonanie rodziców i nauczycieli, że ich dzieci i uczniowie mogą się rozwijać, mogą się czegoś nauczyć, nawet jeśli na początku popełniają błędy (PS. na błędach najlepiej się uczy nasz mózg - Kang i inni.). Reakcja rodzica czy nauczyciela na niepowodzenie dziecka, np. "jesteś dziewczynką, więc nie musisz uczyć się fizyki" lub "w twoim wieku i też byłem/byłam z tego przedmiotu nogą" albo "jesteś za głupi / za głupia i tak nigdy się tego nie nauczysz..." są najgorszymi rzeczami, jakie dziecko może usłyszeć - takie komunikaty mogą zrujnować całą motywację do nauki. Błędnym przekonaniom poświęcę niedługo osobny wpis, ale już teraz polecam wystąpienie prof. Lydi Krabbendam (TEDx Breda) dotyczące własnie przewidywań i ich konsekwencji.



Jak wykorzystać wiedzę na temat samokontroli i rozwoju mózgu w edukacji?
Nauczyciele prowadzący zajęcia w klasie zapewne potrafią zauważyć, który z uczniów ma wysoki, a który niższy poziom samokontroli. Może się to przejawiać np. zdolnością do skupienia uwagi na tym, co mówi nauczyciel, spokojnym siedzeniem przez 45 minut w ławce, czy też systematycznym uczeniem się  - odrabianiem prac domowych oraz uczeniem się do testów (to raczej zauważą rodzice). Warto jednak pamiętać - jeśli dziecko ma problemy w nauce związane z samokontolą, są na to sposoby, aby tą zdolność w dziecku trenować, raz jeszcze polecam lekturę w języku angielskim na stronie: www.parentingscience.com


Sunday, March 31, 2013

Przyszłość zaczyna się dzisiaj

Przyszłość zaczyna się dzisiaj to tytuł rozmowy Wiktora Osiatyńskiego w książce Zrozumieć Świat. Rozmowy z uczonymi amerykańskimi (Wydawnictwo Czytelnik: Warszawa, 1977) z Alvinem Tofflerem, amerykańskim pisarzem i futurologiem, autorem książek takich jak Future Shock (1970), Education for Tomorrow (1974) czy The Third Wave (1980).

Dla zmian w edukacji ważny jest szczególnie poniższy fragment rozmowy (s. 253.):

W. Osiatyński: 
- Czy wierzy pan, że będzie można zdemokratyzować władzę "elity edukacyjnej"?
A. Toffler:
- Wierzę w to.
- To znaczy, że student powinien uczyć profesora?
- Nie. Ale obaj powinni uczyć się od siebie. Dobry nauczyciel ma dużo do nauczenia się od młodych ludzi...
(...)

Myślę, że to piękne stwierdzenie. Zastanówmy się, kto ze współczesnych nauczycieli potrafi uczyć się od własnych uczniów. Spróbujcie przypomnieć sobie choć jeden przykład z doświadczenia swojego lub swoich dzieci. Niestety, nauczycieli takich wciąż można "szukać ze świecą" w naszym społeczeństwie. Jeśli jednak znajdą się tacy, będą to zapewne osoby otwarte, z dystansem do siebie, chcące nadążyć za zmieniającą się rzeczywistością. Są to nauczyciele przyszłości, nauczyciele, jakich potrzebuje współczesny świat. Przypominam, że książka została opublikowana w 1977 roku. Przeczytajmy kolejny fragment rozmowy (s. 253 - 254):

W. Osiatyński:
- A jak pan ocenia obecny system oświaty z punktu widzenia potrzeb przyszłości?
A. Toffler:
- Mamy takie szkoły, jakie istnieją obecnie, ponieważ zostały stworzone po to, by służyć społeczeństwu przemysłowemu. Wydaje nam się, że dzieci idą do szkoły po to, by uczyć się historii, matematyki, języków itp. Wierzymy, że szkoła je tego uczy. Ale to tylko powierzchowny program. Równie dobrze mogłoby to być coś innego i w różnych krajach różne są proporcje pomiędzy poszczególnymi przedmiotami. Wspólne natomiast są we wszystkich krajach przemysłowych ukryte cele szkoły - uczy ona punktualności, posłuszeństwa i rutyny. To są zwyczaje i wzorce działania potrzebne społeczeństwu przemysłowemu. Wpoić uczniom te cechy - oto zadanie dzisiejszej szkoły. Wszystko inne jest racjonalizacją, rodzajem mitologii. Wierzę jednak, że kiedy przejdziemy w kolejny etap cywilizacji technologicznej, te trzy cele szkoły zmienią się, ponieważ sama praca się zmieni. W społeczeństwie, w którym zachodzą szybkie zmiany, nie można radzić sobie z pracą przy pomocy zrutynizowanych reakcji. Człowiek musi być bardziej twórczy, musi sam obmyślać reakcje na zmienne sytuacje. I będziemy musieli mieć szkoły, które będą przygotowywać i zachęcać do tego rodzaju postępowania. Myślę więc, że będziemy mieli rewolucję szkolną, tak samo jak nastąpi rewolucja w pracy fabrycznej. Obie będą częścią szerszej rewolucji, którą określam mianem "rewolucji superprzemysłowej".
(...)

Czyż w obecnej chwili, w roku 2013, słowa Tofflera nie nabrały mocy "proroctwa"? Rewolucja przemysłowa została już zastąpiona przez rewolucję technologiczną, którą przewidział. Kiedy zatem nastąpi oczekiwana rewolucja w edukacji? Kiedy szkoły oraz uczelnie wyższe przestaną na masową skalę "produkować" swoich absolwentów, którzy są przyzwyczajeni do rutyny? Kiedy absolwentami będą osoby twórce, gotowe do funkcjonowania w szybko zmieniających się warunkach życia? Oby oczekiwane zmiany nastąpiły jak najszybciej, ale były dobrze zaplanowane i skonsultowane ze specjalistami.

Efekty obecnego systemu kształcenia są naprawdę przygnębiające. Polecam uwadze reportaż poświęcony niepokojącemu zjawisku w polskim systemie edukacji i kształcenia wyższego, gdzie można kupić za określone kwoty pieniędzy tytuły naukowe od licencjatu, poprzez magisterium do doktoratu, jak również prezentacje na maturę ustną z języka polskiego.

Kliknij tutaj, aby zobaczyć cały reportaż (TVN24).