Wednesday, April 1, 2015

Podpalanie niezbudowanego mostu: wiedza o mózgu między nauką a praktyką.

W zeszłym tygodniu polskie media obiegła głośna krytyka książki dr Marzeny Żylińskiej pt. "Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi". Krytyka ta dotyczy części książki związanej z jej neurobiologcznymi zagadnieniami, jak również stosowanego języka i całej działalności popularyzatorskiej Autorki, czyli udzielaniu licznych wywiadów, prowadzeniu wykładów, warsztatów i seminariów dla nauczycieli na temat neurodydaktyki. 

Chciałabym się odnieść do tej sytuacji z perspektywy psychologa i początkującego (neuro)naukowca, zagranicznego obserwatora oraz osoby zaangażowanej w popularyzację nauki, a szczególnie starającej się popularyzować w Polsce termin "neuroedukacja", choć na znacznie mniejszą skalę w porównaniu z działalnością "popularyzatorską" dr Żylińskiej.


Komitet Neurobiologii Polskiej Akademii Nauk ostro skrytykował książkę dr Marzeny Żylińskiej "Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi". Tutaj można zapoznać się z treścią listu skierowanego przez neurobiologów do Ministra Edukacji Narodowej. Polecam również nieco dłuższą, ale bardzo wnikliwą lekturę pełnej analizy książki autorstwa prof. Mozrzymasa. Natomiast odpowiedź Autorki na stawiane jej zarzuty znajdują się we wpisie na Jej blogu. 1 kwietnia Komitet Neurobiologii opublikował odpowiedź na wpis Autorki. Wszelkie informacje dotyczące korespondencji między Komitetem a Autorką zebrane zostały na stronie Komitetu.

Chciałabym odnieść się do całego zajścia, starając przyjąć perspektywę zewnętrznego (zagranicznego) obserwatora całego sporu, jak również postaram się przyjąć perspektywę osoby popularyzującej neuroedukację, czyli stojącą po stronie nauki.

Na początku chciałabym streścić historię mojego kontaktu z Autorką "Neurodydaktyki", która mam nadzieję, pomoże Czytelnikowi w zrozumieniu mojego zdania.

Obserwuję działalność dr Marzeny Żylińskiej od kilku lat, jeszcze zanim opublikowała "Neurodydaktykę". Nasz kontakt rozpoczął się w grudniu 2010 roku, kiedy jako studentka II roku studiów uczestniczyłam w prowadzonym przez Nią szkoleniu w jednym z gdańskich liceów. Po szkoleniu nawiązałam z nią rozmowę, pytając czy zna temat neuronów lustrzanych. [W kwietniu 2010 roku w Toruniu uczestniczyłam w bardzo interesującej międzynarodowej konferencji naukowej 'Mirror neurons: from action to empathy', na której gościł m.in. prof. Rizzolatti, odkrywca neuronów lustrzanych.] Wydawało mi się, że temat neuronów lustrzanych jest szczególnie ważny z perspektywy edukacji. Dr Żylińska słyszała wtedy o tym temacie po raz pierwszy. Utrzymywałyśmy od tego czasu kontakt, byłam nawet jednym z prelegentów na organizowanej przez nią konferencji w Toruniu w 2012 roku. Mówiłam "na żywo" z Amsterdamu m.in. o neuronach lustrzanych i emocjach oraz możliwości wykorzystania tej wiedzy w edukacji. Następnie, w pokonferencyjnym wydaniu w 2013 roku Silva Rerum (nr 28) opublikowałam popularnonaukowy artykuł (bez recenzji, niestety nie gwarantowało tego wydawnictwo) na ten sam temat.

1. (Pseudo)popularnonaukowa papka

"Neurodydaktyka" była oczekiwana przeze mnie książką, jako że Autorka prosiła mnie o radę w znalezieniu kilku źródeł oraz prosiła o konsultację słownika terminów znajdującego się na końcu książki. [Niestety, nie miałam czasu na pomoc z konsultacją terminów z powodu prowadzenia badań do pracy magisterskiej.] Po ukazaniu się książki oczywiście pogratulowałam tego osiągnięcia Autorce. Przeczytałam książkę w biegu, ponieważ termin obrony magisterskiej był bliski. Największą ciekawość wzbudziła we mnie treść dotycząca rozdziału poświęconego neuronom lustrzanym. Po tej lekturze stwierdziłam jednak, że chyba nie muszę zagłębiać się w szczegóły całej książki, jeśli jest napisana podobnie jak ten jeden rozdział. Autorka głównie powołuje się tam na jeden tekst źródłowy (Joachim Bauer: Empatia. Co potrafią lustrzane neurony) i w moim odczuciu zbytnio upraszcza złożony proces mechanizmu lustrzanego oraz możliwości jego bezpośredniego przełożenia do sytuacji klasy szkolnej. Z perspektywy czasu, kiedy moja pierwotna fascynacja neuronami lustrzanymi opadła i kiedy nabrałam do tego zagadnienia dystansu.

Ponadto, książka Bauera jest lekturą popularnonaukową, podobnie jak inne pozycje, na które często powołuje się Autorka, np. "Cyfrowa demencja" prof. Spitzera oraz "Mózg: fascynacje, problemy tajemnice" prof. Vetulaniego. Problem z tworzeniem własnego tekstu, bazując głównie na literaturze popularnonaukowej jest taki, że po ponownym przetworzeniu tekstu, łatwo zgubić pierwotny sens treści. Sformułowania typu "neuroprzekaźnikowy koktajl" mogą być dosyć obrazowe, pobudzać wyobraźnię czytelnika i... nie odzwierciedlać rzeczywistości. Jeśli Autorce brakuje słów, lepiej zastąpić je adekwatnymi rycinami, zdjęciami czy nawet animacjami i filmami. Istnieje wiele ogólnodostępnych neuroanatomicznych źródeł, które mogą być pomocne, np. Anatomiczny blog dr Tomasza Cecota. Jeśli miałabym użyć stylu Autorki do określenia jej sposobu prezentacji treści, wydaje mi się, że najtrafniejszym sformułowaniem byłoby:
"(pseudo)popularnonaukowa papka".

2. Metody dydaktyczne a metody naukowe

W "Neurodydaktyce" zabrakło mi wprowadzenia czytelnika w metody naukowe, które służą badaczom w testowaniu nowych metod nauczania i tworzeniu evidence-based education, czyli nauczania opartego na badaniach naukowych, w tym badaniach mózgu. Aby móc w pełni stwierdzić, czy na przykład dotychczasowe badania nad neuronami lustrzanymi (np. w kwestii rozumienia języka, Galesse, 2008) są możliwe do zaadaptowania do warunków szkolnych, należałoby:
(1) zrobić przegląd najnowszej zagranicznej literatury naukowej na dany temat (np. w kwestii uczenia asocjacyjnego - Cook i wsp., 2014, czy nauczania przedmiotów artystycznych Jeffers, 2009),
(2) przeprowadzić badania z tego zakresu przy współpracy z nauczycielami,
(3) wyniki badań zagranicznych zreplikować w warunkach polskich, aby móc w pełni osądzić, jakie mogą być efekty nowych proponowanych metod nauczania.
Ponadto (4), powinno się uczyć równolegle inną klasę jako grupę kontrolną metodą tradycyjną (nie tą, którą testujemy), oraz (5) powinno się przetestować wiedzę uczniów w obu grupach - kontrolnej i eksperymentalnej przed wprowadzeniem nowej metody, aby zbadać poziom wyjściowy wiedzy (tzw. baseline), w końcu (6) po zakończeniu procesu nauczania daną metodą w tym samym okresie czasu (np. po 2 miesiącach) w obu grupach powinno się ponownie sprawdzić poziom wiedzy i określić, czy w grupie eksperymentalnej przyrost wiedzy jest większy, niż w grupie kontrolnej.
W ten sposób prowadzone badania mogą dać rzetelne wyniki w efektach nauczania. Natomiast wprowadzanie metod nauczania ad hoc może nieść poważne negatywne konsekwencje dla uczniów "karmionych" wymyślonymi metodami przez różnych autorów - szczególnie takich, którzy nie mają doświadczenia jako nauczyciele dzieci, ale np. mają doświadczenie jako wykładowcy uczący dorosłych czy też doświadczenie w prowadzeniu szkoleń biznesowych. Metody, którymi uczeni są studenci na uczelniach wyższych czy menażerowie na szkoleniach, nie koniecznie muszą (choć mogą - co należałoby sprawdzić w powyżej opisany sposób) być skuteczne wśród grupy odbiorców o wiele młodszych. Z wiedzy przeze mnie posiadanej wynika, iż dr Żylińska owszem, ma spore doświadczenie w uczeniu języka niemieckiego dorosłych ludzi - studentów (przyszłych potencjalnych nauczycieli), natomiast nie ma dużego doświadczenia w pracy jako nauczyciel dzieci czy młodzieży. Jak więc taka osoba może dobrze doradzać MEN? To pytanie pozostawię do odpowiedzi innym upoważnionym do tego osobom.

3. Krytyczna analiza treści antidotum na neuromity

Kolejnym problemem, jaki dostrzegam w dziele Autorki, to brak krytycznej analizy wobec treści prezentowanych przez zagranicznych badaczy w adaptacji ich wyników badań do warunków polskiej szkoły. Skutkiem tego może być brak krytycznego myślenia u czytelników "Neurodydaktyki", na przykład nauczycieli. Krytyczne myślenie jest za to cechą naukowców (tu: Neurobiologów z PAN), którzy szczegółowo skrytykowali "Neurodydaktykę".

Myślę, że w zakresie zastosowania wiedzy o mózgu w szkole jest spore pole do współpracy między naukowcami a nauczycielami - czy, dlaczego i jak niektóre wyniki badań dotyczące mózgu mogą być adaptowane do metod nauczania. Tworząc metody nauczania bez takiej krytycznej refleksji, bardzo łatwo popaść w skrajności, "ożywiając" w klasie neuromity, czyli błędne przekonania dotyczące funkcjonowania mózgu. [Dla zainteresowanych tematem polecam poprzedni wpis na moim blogu: Sprawdź swoją wiedzę o mózgu oraz wpis na neurobigos.pl]

Nasuwa się jednak pytanie, co ta krytyka wnosi do obecnej sytuacji, skoro książka została wydana przez Wydawnictwo Naukowe UMK. Największą ujmą książki nie są pojawiające się w niej błędy czy nieścisłości, ale brak recenzcji naukowej, co jest zaniedbaniem zarówno ze strony Wydawnictwa jak i samej Autorki. Możliwe, że gdyby książka ta była wcześniej recenzowana przez jednego z neurobiologów, lub też neuropsychologów, mogłaby zyskać o wiele więcej przychylnych czytelników (szczególnie z grona naukowców) oraz można by uniknąć skrytykowanych w niej treści.

4. POPularyzacja "neurodydaktyki"

Ostatnia uwaga dotyczy działalności popularyzatorskiej dr Marzeny Żylińskiej. Poza popularyzacją terminu "neurodydaktyka", który pochodzi od języka niemieckiego: neurodidaktik, Autorka twierdzi, że popularyzuje również wiedzę o mózgu, która jest wiedzą naukową. Popularyzacja nauki powinna spełniać (w moim przekonaniu) trzy założenia:
(1) opierać się na danych naukowych,
(2) być ogólnodostępna (w tym również bezpłatna) dla wszystkich zainteresowanych,
(3) być przedstawiona w przystępny dla odbiorcy sposób.
(4) powinna zawierać odniesienie do oryginalnego źródła, np. badania naukowego (bardzo słusznie zasugerowane przez świetnego popularyzatora nauki, dr Tomasza Komendzieńskiego).

W 2011 roku (dwa lata przed publikacją "Neurodydaktyki") zaprosiłam dr Marzenę Żylińską na pierwszy w Trójmieście Dzień Mózgu w ramach Światowego Tygodnia Mózgu. Nagranie z jej wykładu jest ogólnodostępne na YouTube, a pierwsza część tego wystąpienia była obejrzana ponad 2000 razy. Każdy z Państwa może samodzielnie ocenić wystąpienie prelegentki na wymiarach (1), (3) i (4) przedstawionych przeze mnie powyżej. Natomiast warto zastanowić się, jak wyglądają pozostałe jej wystąpienia dla nauczycieli - jaki jest ich poziom naukowy, czy są ogólnodostępne (bezpłatne?) i przedstawione w podobny sposób, jak podczas Dnia Mózgu w 2011 roku? Mam porównanie w ocenie sposobu prezentacji tych samych treści przez dr Żylińską dla dorosłych podczas Dnia Mózgu 2011 i konferencji dla nauczycieli, które co roku organizowała z udziałem gościa zagranicznego, w porównaniu z wystąpieniem dla dzieci w wieku 6-12 lat, które miało miejsce w październiku 2014 roku w Toruniu w ramach Polskiej Akademii Dzieci (ogólnopolski, bezpłatny projekt popularnonaukowy dla dzieci). Wniosek z tych wystąpień mam taki, że prelegentka nie zmienia swojego języka w zależności od wieku odbiorcy, każde z tych wystąpień było na tym samym poziomie "naukowym", ocenianym przeze mnie na skali od 1 do 5 na 2 punkty.

Refleksje post factum i pro futurum

Nie napisałam powyższych uwag, aby Autorkę zniechęcić do dalszej działalności, ale raczej zachęcić do bardziej wnikliwej i krytycznej analizy głoszonych przez siebie treści. Niestety, recenzja przez neurobiologów z PAN do wydanej już książki niewiele może zmienić, skoro zyskała ona już spore grono nie tylko czytelników, ale i "wyznawców". Jeśli jednak znalazłaby się osoba ze świata polskiej nauki, która zechciałaby zrecenzować przygotowywaną do wydania w tym roku nową książkę dr Marzeny Żylińskiej, jestem przekonana, że mogłaby na tym zyskać nie tylko sama Autorka, unikając błędów czy potyczek językowych, ale przede wszystkim zyskaliby czytelnicy, którzy mogliby przeczytać o wiele bardziej wartościową lekturę.

Chciałabym przestrzec przed podpalaniem jeszcze niezbudowanego na polskim gruncie mostu między neuronaukowcami a nauczycielami. Jeśli jednak most ten nie jest w stanie powstać na gruncie neurodydaktycznym, mam nadzieję, iż w niedalekiej przyszłości będzie on możliwy na gruncie neuroedukacyjnym. W polskim społeczeństwie jest ogromne zapotrzebowanie na otwartą debatę społeczną na temat możliwości wykorzystania wiedzy o mózgu w praktyce. Warto tu ponownie przypomnieć o stosowaniu odpowiedniej terminologii. Na całym świecie jest rozpowszechniony termin "neuroedukacja". Natomiast w Polsce, poprzez działalność dr Żylińskiej został rozpowszechniony termin "neurodydaktyka". [Różnicom w obu terminach poświęciłam osobny wpis.]

Źródłem tych różnic jest zapewne czerpanie Autorki głównie ze źródeł niemieckich autorów. Zachęcam zatem dr Żylińską do większej otwartości w czerpaniu źródeł z innych stron świata, w których prowadzi się badania na temat neuroeduakcji, np. w USA, Holandii, czy też Wielkiej Brytanii. Szczególnie warto otworzyć się na współpracę z tymi dwoma ostatnimi ze względu na mniejszą odległość geograficzną, co mogłoby umożliwić nie tylko jednoosobowe wizyty specjalistów zagranicznych w Polsce, ale na przykład wizyty studyjne grupy polskich nauczycieli w Instytucie LEARN! przy VU University w Amsterdamie (służę tu pomocą w nawiązaniu kontaktu z szefową Instytutu, jako że współpracuję z nią od 2012 roku) czy też w Wielkiej Brytanii: na Uniwersytecie w Bristolu, gdzie kierownikiem badań neuroedukacyjnych jest dr Paul Howard-Jones oraz na University College London, gdzie badania nad mózgiem adolescentów prowadzi prof. Sarah-Jane Blakemore. Warto też być otwartym na naukowców - popularyzatorów wiedzy o mózgu w Polsce, np. Zespołu badaczy kierowanego przez prof. Włodzisława Ducha (który wygłosił b. ciekawy wykład na temat neuroedukacji podczas II Kongresu Uniwersytetów Dziecięcych w Senacie RP w zeszły czwartek, 26 marca) czy też neurobiologów z Wydziału Biologii UG, którzy z wielkim zaangażowaniem popularyzują wiedzę o mózgu np. poprzez corocznie wspólnie organizowane Dni Mózgu w Trójmieście.

Chciałabym "podziękować" dr Marzenie Żylińskiej za jej dotychczasową działalność, oraz podziękować Profesorom neurobiologii za ich reakcję; w końcu bez niej nie byłoby obecnej głośnej debaty na ten ważny temat. Mam jednak nadzieję, że debata ta nabierze bardziej konstruktywnego tonu i stworzy szansę do podjęcia dialogu (a nie kontynuacji dotychczasowego monologu Autorki) na nowym, neuroedukacyjnym gruncie. Bez kontynuacji tematu sytuacja może się powtórzyć - wkrótce ma się bowiem ukazać kolejna książka Autorki. Mam nadzieję, że Profesorowie neurobiologii PAN będą zainteresowani tą książką przed jej wydaniem, oraz że Autorka zaprosi ich do współpracy. Odpowiedź Profesorów Neurobiologii z 1 kwietnia jest o wiele bardziej konstruktywna, niż ich pierwsze pismo. "Ruch" ma więc teraz dr Żylińska, którego jestem bardzo ciekawa. Niestety, wyłączanie możliwości dodawania komentarzy w jej ostatnim wpisie z 31 marca nie wróży dobrze...

Kończąc optymistycznym (neuroedukacyjnym) akcentem, mogę wspomnieć, że badania prowadzone przez Kanga i współpracowników (2009) dowiodły, iż osoby które popełniły błąd w zadaniu (i uświadomiły sobie ten błąd), były bardziej ciekawe poznania właściwej odpowiedzi. Towarzyszyła temu zwiększona aktywność układu nagrody oraz hipokampu w mózgach badanych (w badaniu fMRI), co stymulowało proces zapamiętania poprawnej odpowiedzi. Ludzką rzeczą jest popełniać błędy, ważne jest jednak umieć się do nich przyznać, uświadomić je sobie oraz wyciągnąć wnioski, aby w przyszłości nie popełnić tego samego błędu ponownie. Życzę Państwu otwartości na poznanie swoich błędów (wkrótce będę przesyłać zainteresowanym osobom, które wypełniły ankietę, informacje zwrotne dotyczące ich wiedzy o mózgu) oraz krytycznej refleksji nad tym, co Państwo czytają na Internecie, również na tym blogu. Będę bardzo wdzięczna za Państwa wszelkie uwagi i refleksje oraz wytknięcia błędów, jeśli takie się zdarzyły. Wierzę, że tylko dzięki współpracy jesteśmy w stanie zmieniać pozytywnie nasz system edukacji oraz budować właściwe podejście do nowych metod nauczania wśród nauczycieli.


PS. Dziękuję Czytelnikom za wskazanie kilku literówek - już poprawione. O to chodzi! :) Dzięki wspólnemu zaangażowaniu możemy więcej razem zdziałać. Czekam też na Państwa refleksje.

3 comments:

  1. Wyłączenie komentarzy dobrze nie wróży rzeczywiście. Zapraszam na blogi obok ;)

    ReplyDelete
  2. Panie Pawle, dziękuję za zaproszenie i również zapraszam Czytelników do lektury Pańskich wpisów:

    Antymetodyczny manifest (6 kwietnia):
    https://osswiata.pl/kasprzak/2015/04/06/moj-antymetodyczny-manifest-zenada-i-siedem-tysiecy-innych-cierpkich-slow-o-neurodydaktyce/#.VSJ3Yh7gscx.facebook

    Śmierć mózgu (30 marca):
    https://osswiata.pl/kasprzak/2015/03/30/smierc-mozgu/

    ReplyDelete
  3. Bardzo inspirujacy tekst, dziękuję. Moje nauczycielskie zainteresowanie neuronauką zaczęło sie od Marzeny Żylińskiej i jej umiejętności medialne w tym zakresie trudno przecenić. Zgadzam się jednak z Pani opinią - zbytnie uproszczenia jakie pojawiają się w jej książce i wypowiedziach mogą powodować spłycenie i niezrozumienie istory zagadnienia. Staram się przybliżyć nauczycielom wiedzę na temat mózgu - też ją upraszczam, bo inaczej trudno byłowy przekazac ważne idee: znaczenie relacji w procesie uczenia się, zachęcanie do tego, by to uczniowie na lekcji byli aktywni, rolę zaciekawienia i motywacji wewnętrznej itp. itd. Dlatego cieszę sie, że trafiłam na Pani bloga, będę obserwowac kolejne wpisy!

    ReplyDelete